Znów we dwoje (41 ) Historie prawdziwe.

Wiedziała, że nieraz krzywo patrzyłyśmy, że jest taka apolityczna i zawsze żartowałyśmy, że pomimo jej nastawienia, to w razie gdyby co, to paczki do więzienia będzie nam przynosić, lecz żadna nas nie przypuszczała, że to właśnie ona zostanie w ten solidarnościowy tygiel zamieszana .Może jej odsunięcie się od tego całego politycznego rejwachu, jaki zaczął się w kraju coraz bardziej rozkręcać, wynikał z rodzinnych zawirowań? Nigdy na ten temat nie chciała rozmawiać. Lecz biorąc pod uwagę układ polityczny jej rodziny nie zazdrościłyśmy jej rodzinnych spotkań, które zazwyczaj kończyły się kłótniami . Jej ojciec był emerytem wojskowym, wyszkolony w rosyjskich wojskowych uczelniach , mama sekretarzem partii w jednym z największych zakładów w mieście. Jeden z braci był jakąś szychą w służbach specjalnych, natomiast drugi w szkole średniej poczuł powołanie kapłańskie i został księdzem, by po kilku latach wikarowania porzucić ten stan i rozpocząć nowe życie u boku rozwódki z dwójką dzieci. Bracia wciąż byli na wojennej ścieżce, pomimo jej starań, by doszło pomiędzy nimi do zgody.  A teraz jeszcze do tego wszystkiego dołączył Krzysztof i jego polityczne układy. Na pewno było jej ciężko. Lecz nie chciała pomocy ani od osób, które jej to oferowały, ani także i od nas. Nie uczestniczyła w tym ciężkim dla niej okresie w żadnych organizowanych spotkaniach. A powstały przecież Kościelne Komitety Pomocy, także potajemnie spotykały się żony internowanych, lecz ona była daleka od wszystkiego . Praca , dom, zakupy praca, dom, to były jej jedyne dróżki. Nie przyjmowała darów od kościelnych organizacji ani od innych ,które jej owe oferowały. Była świadoma , że zaczynają ją traktować jak wariatkę i odszczepieńca, ale miała to głęboko w nosie. Nie chciała, także pomocy od brata  i ojca. Wiedziała, że dzięki nim może się dowiedzie czegoś o Krzysztofie, lecz świadoma swojej decyzji konsekwentnie i kategorycznie zabroniła by cokolwiek robili. Jednak my byłyśmy uparte. W końcu po rozmowie jaką z nią przeprowadziłyśmy uległa. Każdy z nas przecież traktował ją jak członka swojej rodziny, a więc musiała znieś nasze marudzenia oraz gesty życzliwości, jakie jej pragnęliśmy okazać. Ciężkim momentem był czas gdy straciła pracę. Obawialiśmy się o jej kondycję psychiczną, jednak trzymała się jak skała. Może przed nami udawała? Nie wiem. Jednak nie pękła i  nie żaliła się na swój los, pomimo naszych gorliwych pytań. Jedno widzenie jakie miała z Krzysztofem było jedynym i nie chciała nam o nim opowiadać. W tym czasie poprawiły się jej kontakty z jego rodzicami . Dziewczynki częściej do nich chodziły i od czasu do czasu Dorota gościła ich u siebie. Krzysztofa po powrocie do domu dopadła  depresja, ale Dorota przekonywała nas jak  i zapewne siebie, że to nic takiego, że ludzie mają gorsze sytuacje. Była pewna,  że da radę i że to minie. Wychodziła z założenia, że jeśli przetrzymała czas bez niego ,to teraz gdy ma go obok siebie to pikuś. Najważniejszym dla niej było to, że są razem. Prawie przez cztery lata sama utrzymywała dom, wychowując dwie dorastające córki. Pomimo jej złości na jego polityczne zaangażowanie i brak wobec niej szczerości, tematu jego zaangażowania w„Solidarność” oraz internowania nigdy z nami nie poruszała. Od nas Krzysztof dowiedział się o tym, że kilka razy ją przesłuchiwano, że jej ojciec i brat zrobili jej karczemną awanturę i przez najgorsze pierwsze tygodnie i miesiące całego rejwachu wokół jego sprawy i stanu wojennego była sama jak palec. Od nas także dowiedział się o jej pomysłach na życie gdy straciła pracę oraz o problemach, które jej przyszło pokonywać. Nie wiedział, że za dnia opiekowała się za marne grosze chorymi ,a nocami szyła jakieś robocze ciuchy .I tak czas sobie płynął swoim rytmem, w kraju zaczynało być coraz bardziej spokojnie i o Krzysztofie organizacja zapomniała. Siedział w domu i coraz bardziej wkurzał się , że jest kurą domową. Lecz Dorota i to potrafiła przeflancować na dobra monetę i jakimś cudem wiązali koniec z końcem. Łapała co tylko się dało. Nie czuła oporów, by wynajmować się do mycia okien, czy przedświątecznego sprzątania mieszkań. Handlowała na bazarze, jeździła na turystyczno- handlowe wojaże do Niemiec i Austrii, bo się zawzięła i nie chciała od nikogo w tym czasie żadnych pieniędzy. Godziła się jedynie na darowane ciuszki dla jej dziewczyn . A gdy marudziłyśmy na jej męża i jego nieporadność, to zawsze go usprawiedliwiała i zasypywała nas takimi jego atutami, że kończyłyśmy gderanie, pomimo, że każda z nas miała na ten temat swoje zdanie. Cóż taka właśnie jest miłość. Krzysztof przez te lata był prawie nieobecny w życiu rodziny, później gdy doszedł do siebie, to jakby chciał jej wszystko wynagrodzić. Robił bez pytania i marudzenia wszystko co tylko chciała i każda z nas mówiła, że chyba w locie zgadywał jej myśli. A nasza  Dorotka rozkwitała i rozpływała się w zachwytach nad tym, jak to jej Krzysiu wszystko potrafi. Zawsze zazdrościłam jej optymizmu i bezgranicznej ufności w ludzi. Mało tego, posiadała wspaniały dar zarażania swoim optymizmem i tego wszystkie jej zazdrościłyśmy. Motywowała dzień za dniem swojego malkontenta męża i nigdy przy nas na niego nie narzekała. Nieraz dziwiłam się jej, ale byłam  także pełna podziwu za jej cierpliwość i wiarę. Pieniążki z handlowych wojaży starczyły na życie i jeszcze jakoś udało się jej co nieco odłożyć. Przez długi czas odmawiała finansowej pomocy ze strony rodziców Krzyśka, lecz skorzystała z niej gdy urodził się temat restauracji .

c.d.n

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.